Notatki z drogi: Twoja przestrzeń do rozwoju
Tutaj dzielę się moimi przemyśleniami, wierszami i esejami, które są odzwierciedleniem codzienności – jej pięknych chwil i tych pełnych wyzwań. To miejsce, w którym wspólnie szukamy odpowiedzi na ważne pytania i dążymy do samopoznania oraz harmonii.

Odkrywaj chwile – piękne i te trudne
Moje notatki to opowieści o codzienności, o ulotnych momentach szczęścia i o trudnych lekcjach, które kształtują naszą drogę. Znajdziesz tu przemyślenia, które mogą stać się Twoją inspiracją do refleksji nad własnymi doświadczeniami.

Dla tych, którzy dążą do harmonii
Te notatki piszę dla wszystkich, którzy pomimo życiowych trudności, nadal poszukują własnej ścieżki do samopoznania i wewnętrznej harmonii. Mam nadzieję, że znajdziesz tu wsparcie i inspirację, by kontynuować swoją podróż.

Wspólna droga – wyjątkowe historie
Moje „Notatki z drogi” to nie tylko osobiste zapiski. To zaproszenie do dzielenia się własnymi przeżyciami i refleksjami. Wierzę, że razem możemy stworzyć przestrzeń, w której każdy znajdzie swoje miejsce i inspirację do rozwoju. To właśnie sprawia, że są one wyjątkowe i warto do nich wracać.
Archiwum notatek: Twoja przestrzeń do rozwoju
Tutaj dzielę się moimi przemyśleniami, wierszami i esejami, które są odzwierciedleniem codzienności – jej pięknych chwil i tych pełnych wyzwań. To miejsce, w którym wspólnie szukamy odpowiedzi na ważne pytania i dążymy do samopoznania oraz harmonii.
Droga do siebie
Każdy z nas ma własną drogę. Dla wielu jest to droga kręta, pełna przeszkód i dziur, w które wpadamy na zbyt długi czas, tracąc wolę życia. Droga kręta nie musi być złą drogą, o ile nie oddala nas od siebie, nie wywołuje przeszywającego nas bólu i lęku.
Droga trudna wymaga naszej wytrwałości, a pokonanie jej daje nam pewność siebie, wiarę we własną moc, poczucie bezpieczeństwa. Pod warunkiem, że idziemy nią świadomie. Pod warunkiem, że prowadzi nas w dobrą stronę. Jeśli masz poczucie, że to inni kierują twoim życiem, a nie ty sama, nawet najpiękniejsza droga może prowadzić do cierpienia.
Odkąd pamiętam sprawiałam sobie cierpienie. Jako nastolatka wkroczyłam na drogę samozniszczenia. Poprzez zatruwanie ciała i umysłu, rezygnację ze świadomego życia pozwalałam na to, aby ludzie nie zawsze działający na moją korzyść mieli na nie większy wpływ ode mnie.
Rosnąca niechęć do siebie zaowocowała długotrwałym związkiem opartym na psychicznej i fizycznej przemocy, chorobą oraz wieloletnią niemocą twórczą.
Miałam jednak w sobie coś, czego mimo wielu błędów nie udało mi się utracić – nadzieję na odzyskanie wolności. Obrałam nowy kurs. Tym razem trzymałam w dłoni kompas, byłam gotowa na wędrówkę we właściwą stronę.
Nie wierzę, że istnieje jedna właściwa droga do siebie. Każdy z nas niesie inny bagaż doświadczeń i każdy inaczej uczy się go odkładać. Wierzę jednak, że istnieje moment, w którym przestajemy pytać świat, kim mamy być, a zaczynamy wsłuchiwać się we własny głos. To nie dzieje się nagle. Czasem potrzeba wielu lat, aby zaufać swojej intuicji, odróżnić lęk od ostrożności i zrozumieć, że wolność nie polega na ucieczce od trudności, lecz na życiu w zgodzie ze sobą.
Od sześciu lat poznaję siebie na nowo, uczę się swoich potrzeb, oswajam z uczuciami, których wyrzekałam się przez całą młodość. Leczę się z nałogowej autodestrukcji i piszę rozmawiając ze sobą, czasami odzywam się też do ludzi. Jak nigdy wcześniej słucham intuicji i staję w jej obronie. Dziś wiem, że droga do siebie nie prowadzi przez zdobywanie kolejnych ról ani przez stawanie się kimś innym. Jest raczej cierpliwym zdejmowaniem masek, których przez lata nauczyliśmy się nosić. Bywa długa, bywa kręta, ale każdy świadomy krok przybliża nas do wolności.
„Nie zaniedbuj własnego dobra dla dobra cudzego, choćby wydawało się wielkie. Poznawszy własne dobro, wytrwale do niego dąż.”
(Dhammapada, werset 166)
Drugie życie marzeń
Kilka lat temu zaczęłam na nowo snuć marzenia. Nie pamiętałam już nawet, kiedy przestałam. Chyba gdzieś podczas studiów. Przez wiele lat wydawało mi się, że marzenia są przywilejem dzieci, a dorośli mają przede wszystkim obowiązki. Kiedy wróciłam do marzeń, odkryłam, że to nie świat najbardziej ogranicza nasze marzenia, ale nasze własne przekonania.
Tęskniłam za wyobraźnią, która pozwala mi przenosić się do pięknych miejsc, takich, w których pragnę pozostać. Brakowało mi też odwagi, którą mam teraz, dzięki której nawiązuję kontakt z ludźmi w zupełnie innej części świata, bo moje marzenia związane są przede wszystkim z podróżami.
Od kilku lat jeżdżę na wakacje do Seattle w stanie Waszyngton i z każdym kolejnym pobytem powracam z coraz większą miłością do tego miasta, ludzi, których tam poznaję oraz miejsc takich jak Alki Beach.
W wieku nastoletnim godzinami mogłam słuchać muzyki grunge, uczyłam się na pamięć tekstów piosenek, podziwiałam niezależność i wolność młodych, odważnych twórców. Nie byłam zakochana w żadnym z nich, nie nosiłam ubrań w stylu “ grunge”, kochałam za to przekaz, który przypłynął zza oceanu.
W wieku 42 lat odkryłam Seattle na nowo. Tym razem spacerując po ulicach i bywając w miejscach, w których rozwijała się muzyczna scena tego miasta. Zakochałam się po raz kolejny, tym razem w West Seattle. To miejsce ma swój własny, niespieszny rytm, który natychmiast mi się udzielił. Czułam, jak pulsuje artystyczną, bezpretensjonalną energią. Po kilku spacerach obiecałam sobie zrobić wszystko, aby kiedyś w tym miejscu pozostać. Zaczęłam marzyć.
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador