Odkryj wolność w słowach

Witaj w przestrzeni, gdzie słowa stają się skrzydłami, a poezja otwiera drogę do wolności. Zanurz się w moich wierszach, by znaleźć inspirację i odwagę do tworzenia własnej sztuki. Wierzę, że każdy z nas ma w sobie artystę, a twórczość jest najlepszym ratunkiem.

Poezja jako droga do wolności

Przez wiele lat nie pisałam. Dziś wiem, że słowa prowadzą nas do miejsc, których nie da się odkryć w żaden inny sposób. Oto jeden z moich wierszy. 

Nastroje
w promieniach słońca
stary dom
jest jak dojrzała pomarańcza
z radością spijam
ze ścian sok
bez trosk spoczywam
w jej miękkich tkankach
nagle przychodzi deszczowa noc
opływa wodą stara szafa
grają mi dzwonki na firankach
gdy wiatr oddycha w otwartym oknie
poddaje mu się każdy włos
jak fala na wezwanie wspomnień

 

Przebudzenia

Nowy rok

po dwunastu miesiącach wędrówki
puls przyspiesza
gdy kręcę się
wokół osi świata
dotąd jeszcze bezdomna
zadamawiam się w waszych ciałach
dotychczas głodna
dziś syci mnie
każdy dźwięk
każda barwa
po dwunastu miesiącach
w obrocie
między minionym
a nieznanym
w słowach
zaklęciach
źywych pasjach
dotykam gwiazd
zbudzoną ze snu dłonią
umysłem
ostrym jak miecz samuraja

 

Nie rozmawiajmy o wysiłku
ani o buddach
osiągnięciach
drogach
metodach
mantrach
słowach
posiedźmy cicho
w kroplach deszczu

Wszystko w porządku

chodź ze mną
piękno ochrania dziś codzienność
nic nam nie grozi

działaj
dotknij kolorem swym szarości
jeśli przeszkadza ci bezsenność

a jeśli czujesz
że potrzebny nam jest temat
mów do mnie
z słów twych ułożę dziś poemat

Odkryj archiwa moich wierszy

Zanurz się w świecie słów i emocji. Tutaj znajdziesz wszystkie moje wiersze, które są odzwierciedleniem mojej drogi, poszukiwań i momentów przebudzenia. Każdy wiersz to podróż, która ma inspirować i otwierać serca. Mam nadzieję, że znajdziesz w nich coś dla siebie.

Bajka 
gdy mam dość ciszy
i bezsenności
powstaje bajka
historia, w której
mnie odwiedzasz
z słów ułożona
układanka
na pustych krzesłach
kładę poduszki,
abyśmy mogli
dłużej rozmawiać
Bóg się uśmiecha
patrząc przez okno
gdy mi tak pięknie
opowiadasz
twórzmy bajki
zanim życie nas znieczuli
zniszczy pole wyobraźni
nim staniemy się zbyt smutni

jeśli nie czekasz
zawsze przychodzi o dobrej porze
zrozumienie
gdy się go nie spodziewasz
bezwarunkowe
poczucie szczęścia
miłość
wszystkiego co jest teraz

 

Brzydkie uczucia
złość piękności szkodzi
smutek cię przytłacza
lęk hipnotyzuje
i każe zawracać
pożądanie niszczy
to co piękne w duszy
niespełnienie kradnie
całą świeżość ciała
możesz mi wyliczać
brzydkie są uczucia
strzeż się moja droga
rozpamiętywania

 

Nie do opisania
każdego dnia
w bałaganie poranka
gdzieś między słońcem
a śniadaniem
istnieje
nie do opisania
gdzieś
gdzie jesteśmy rozebrani
ze słów nam dzisiaj niepotrzebnych
gdzie nas dotyka
pusta przestrzeń
nad głową niebo
pod stopą ziemia
złotem wydaje się milczenie
gdy siedzisz obok
i się uśmiechasz
gdy mi podajesz
kromkę chleba

 

Puść mnie
przypominajko samotności
nie będę wracać w to samo miejsce
i słów tych samych
uczyć się nie chcę
po co mi bać się ciebie smutku?
mokrą poduszkę
przecież zaraz wymienię
rozmawiaj ze mną
niepewności potęgo
i ty mów do mnie
niska samooceno
w końcu twa wartość
ma się nijak do wzrostu
a ludzie błądzą
nim zdobędą mądrość
kochają
tak jak umieją

 

 Wyliczanka
Dziesięć
oddechów, żeby nie zwariować
dziewięć
otworów w ludzkim ciele
nieskończone osiem
bym mogła upaść i powstać
siedem
kiedy pogubię siebie
sześć
bo przez miłość najkrótsza droga
byle z umysłem
czystym jak przestrzeń
pięć
co się niszczy by budować
cztery
świadome, że nic nie trwa wiecznie
i że ten wiersz trzeba skrócić
trzy minus dwa
dało jeden
niech się nacieszy swym znaczeniem
bo już za chwilę będzie zerem

 

Wyścig
nie planuję
nie czekam
siedząc w milczeniu
obserwuję wyścig
życie i śmierć
obok siebie
lecz wciąż daleko
jeszcze finisz
mądrość na trasie
znika w kurzu
ale po chwili
biegnie prędzej
uśmiech na twarzy
wywołuje
swoją odwagą
i zwycięstwem

 

Ania czy Anna?
ofiarna czy odważna?
zmarznięta
czy tylko chłodna?
nie wiem
którą poznać chcę
nie wiem
która da się poznać

 

skoczyłam z chmurki
w niewiadomą
we włosach wiatr
na dłoniach słońce
i lecę
unoszę się
dopóki wierzę
w lekkość swoją

 

trzymam w ramionach jesień
delikatnie tętniącą dojrzałość
stwórcę pogodzonego ze swym zmęczeniem
matkę siedzącą na mych kolanach
z zamkniętymi oczami
w pełnej jedności z przeznaczeniem

 

pachnie wolnością
moje podskórne
i namiętne
jeszcze nietrwałe
choć już wieczne
pióro

 

dziś tak donośny
jest twój szept
buntem pisana
modlitwa poety
usta miłością
przesiąknięte
pachnąca smutkiem
żywym cierpieniem
aż pod żebra
płynąca fala
gdy mnie uderza
prosto w serce

 

Ja - jeż
spaceruję wśród barw jesieni
w nastroju przemijania
i zbieram
chwile dla których warto żyć
ledwo wystając ze strat
czasem depcząc po śmierci
przyglądam się
śladom człowieka
ja jeż
zawsze sam
choć nie zawsze samotnie
szukam pożywienia

 

Czy odchodzisz już na emeryturę lęku?
Czy to koniec oczu wbitych w beton?
Finał mej nieśmiałości?
Teraz nie będę mogła przestać
śmiać się z siebie
uśmiechać do ludzi
patrzeć w oczy mężczyznom?
błąkać się po niczyjej ziemi
nie warto
iść przed siebie już lepiej
nawet w bólu
nawet bez celu

 

męcząca głowę
materialna rzeczywistość
jedyna ucieczka
poezja
schowam się w niej
jak dotąd w lekach
ciekawe czy wystawi mi rachunek?

 

poezja
co mi się wwierca
w serce
brakiem natchnienia
łzami zalewa
powieki
powidoki
bezradnych rąk
uwikłanych
w pułapkę myślenia

 

baju baj
śnię o tobie
tak naiwnie
I bezbronnie
słodko
ciepło
bezpiecznie
zanim wstanę
talent stracę
do zaprzeczeń

 

dotykaj
najbardziej niedostępnych miejsc
otwieraj mnie
budowane latami klatki
każdy twój palec
Innym szyfrem na mojej skórze
każdy ruch
innym korytarzem

 

papierowy spadochron
uniesie cię ponad ziemią
gdy przestaniesz ufać lękom
zrzucisz ciężar cierpienia
papierowy spadochron
w najpiękniejszych przestrzeniach
ponad twardą powierzchnią
nim upadniesz
karmi się powietrzem
oddychaj
uspakajaj bicie serca

 

potrzebuję skrzydeł
aby nie tracić czasu
potrzebuję
światła i wiatru
tony papieru
na wypadek pomyłek

 

w pustce
doświadcza
lepszego życia
człowiek
o wielu zmysłach
niemłody już
mężczyzna
w trawach
jak pierze
znajduje ciepło
ciszę
w motylich skrzydłach
zbyt ciężki
by wzbić się do nieba
tonie
w zieleni
rozpuszcza się
rozpieszcza
słyszę go
czuję
dotykam
boską energią
przypływem
natchnienia

 

Weno
przybądź do mnie prędko
potrzebuję byś była blisko
na każdym palcu
wewnątrz długopisu
w każdej komórce
istoty zwątpienia

 

w towarzystwie Leonarda Cohena
chodzę po mieście
stęskniona za pięknem
nocą
gdy bogacz kupić chce miłość
Cohen
pisze o nich piosenkę
śpiewamy ją gwiazdom
cierpiącym na bezsenność
wdzięczne
chcą nam oddać swój blask

przy stole
z Leonardem Cohenem
próbuję każdej z dróg
ucieczki
przed bólem serca
by strawić je
wypłakać
pożegnać
na naszych łóżkach
pościel od lat nietknięta

 

Burza

bardzo dokładnie zamknęłam dom
nie wiem dlaczego Cię jeszcze nie ma
przyniosłam pamięć, aby wyświetlać
bliskość Twoją na lekkich zasłonach
dotyk cenniejszy od powietrza
wpatrzone w moje ciało oczy
z miłością, która nie drwi lecz rozgrzesza
męskością, która pragnie zrozumienia

kiedy traciłam poczucie czasu
smutek odchodził wraz z lękiem
nagle zaczęłam okna otwierać,
aby swe szczęście zmieszać z tlenem,
aby się mogło rozprzestrzeniać

i zapomniałam, że idzie burza,
by dać mi znać, że nic nie trwa wiecznie
wyrwała okna
zniszczyła ekran
przyniosła chłód na orzeźwienie

 

 

 

Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador